
|
 |
Artykuł
Slaski zespół UnDeRdOgS,choć dopiero przygotowuje się do nagrania debiutanckiej
płyty,ma juz spore grono fanów.
Kasaja tekstami i muzyka

Jesli chcecie ich rozdrażnić,powiedzcie,że to,co
graja przypomina Limp Bizkit.Może pokaża kły,w
końcu nie na darmo nazywaja się Underdogs.Jedno
trzeba przyznać,energia ich kawałków
porywa do rytmicznych podskoków,tudzież wykrzykiwania
słów refrenów.To rytmiczna muzyka,sami członkowie
Underdogs jednak nie chca jej szufladkować,mówiac
oględnie,że ludzie okreslaja ja jako rapcore
czy nu-metal.
Underdogs to pięciu facetów: 25 letni Marek "Antoniusz" Kiełbusiewicz,25-letni
Marcin Zasada,o rok młodszy Wołek-wszyscy z Bytomia
oraz 23-letni tyszanin Marek Rynkiewicz i najstarszy,choć
wygladajacy na najmłodszego DJ Shwanz
z Katowic.Wszyscy od dawna interesuja się muzyka,ale
tylko dwóch z nich - Marek Kiełbusiewicz i Wołek
- utrzymuja się z grania.Pozostałych można
na co dzień spotkać: na stacji benzynowej w Kobiernicach
koło Bielska-Białej (Marek Rynkiewicz),w sklepie
muzycznym i księgarni Słowo w Chorzowie
czy pobliskim klubie Szuflada (DJ Shwanz),a nawet...w
gronie dziennikarzy DZ (wokalista Marcin Zasada).
Zespół powstał pół roku temu,choć znacznie wczesniej
Wołek i Marek Rynkiewicz wpadli na pomysł założenia
grupy,która grałaby taki typ muzyki.I choć działaja
od niedawna,już maja na koncie pierwsze
ogólnopolskie sukcesy.Awansowali do finału BisListy
Polskiego Radia Bis i zajęli ostatecznie trzecie
miejsce.Głosowało na nich 5 tysięcy
ludzi.Zostali zaproszeni do studia w Warszawie
na wywiady,zabawili się też w didżejów,puszczajac
na antenie przez cała noc swoje ulubione kawałki.
- Bylismy przyjemnie zaskoczeni pozytywnym odzewem
na nasza muzykę - mówi Marek Kiełbusiewicz,jedyny
żonaty mężczyzna w tym składzie,z wygladu nie przypominajacy
muzyka rockowego,tylko raczej
wielbiciela spokojniejszych dzwięków.Ale jego wygląd
może zwodzić. - To wulkan.Na niego zwracaja uwagę
dziewczęta podczas koncertów - smieje
się pozostała czwórka.
Widać,że muzycy podchodza do tego,co robia bardzo
poważnie. - Od innych zespołów różni nas inne podejscie
do muzyki.Dbamy o brzmienie,jest ono dużo bardziej
przemyslane,nie ma mowy o prowizorce
- mówia.
Marcin Zasada - postawny blondyn,kolekcjoner tatuaży,wokalista
i autor tekstów wyjasnia,dlaczego wszystkie teksty
sa po angielsku. - Ten język bardziej niż polski
pasuje do muzyki,która tworzymy.Jest
bardziej plastyczny,bogatszy,dobrze brzmi zwłaszcza
w rapowanych frazach,których jest sporo w naszych
utworach.Poza tym spiewajac po angielsku Underdogs
maja szanse zaistnieć za granica,na co muzycy też
ostrza sobie pazury. - Wiemy z internetu,że słuchaja
nas w Stanach Zjednoczonych i w Rosji
- mówi DJ Shwanz.
Na razie muzycy kończa materiał na demo i staraja
się jak najwięcej koncertować.Jednak ostatnio za
każdym razem,gdy wyjeżdżaja na koncert....dostaja
mandat - jak nie za przekroczenie limitu prędkosci,to
za skręt w niedozwolonym miejscu.Żartuja,że przez
te mandaty mało zarabiaja na występach.Slascy fani
Underdogs już wkrótce,we wrzesniu lub pazdzierniku,będa
mogli usłyszeć kapelę na żywo,bo przygotowywana
jest seria koncertów w naszym regionie,za która
odpowiada menedżer zespołu Szczepan Sosniak.
Katarzyna Pachelska
|